Na tej stronie wykorzystujemy ciasteczka (ang. cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej. W każdej chwili możesz wyłączyć ten mechanizm w ustawieniach swojej przeglądarki. Korzystanie z naszego serwisu bez zmiany ustawień dotyczących cookies, umieszcza je w pamięci Twojego urządzenia. Polityka COOKIES X
Dziś jest: 18 grudnia 2017 Imieniny: Gracjana, Bogusława, Laurencji
Polskie Radio
Medziugorje
Telewizja
Medziugorje

Matka Boża – najlepszy teolog duszpasterstwa

Arcybiskup Wiednia, kard. Christoph Schönborn w Medziugorju.

Matka Boża– najlepszy teolog duszpasterstwa

„W przypadku Lourdes i Fatimy Kościół zajął oficjalne stanowisko
dopiero po zakończeniu się objawień. W przypadku Medziugorja
również dojdzie do tego, wcześniej lub później, ale zostawmy tu Matce
Bożej „wolną rękę” … Myślę, że Medziugorje może spokojnie dalej
podążać swoją drogą w zaufaniu, że Kościół, Matka i Nauczycielka,
uważnie śledzi drogę którą idzie.”

Podczas pobytu w Medziugorju arcybiskup wiedeński, kard. Christoph Schönborn rozmawiał z Maxem Domejem (Gebetsaktion, Wiedeń).
„„
Max Domej: Czcigodny księże kardynale, jest dla mnie wielkim honorem, móc spotkać się z księdzem w Medziugorju. Czy możemy poznać powody księdza przyjazdu?

Kard. Christoph Schönborn: Nie potrafię dokładnie powiedzieć jak do tego doszło, ponieważ jestem tu z wielu powodów. O Medziugorju słyszałem już od wielu lat, choć nigdy tu nie byłem. Natomiast w naszej diecezji, jak również poza nią, mogę obserwować dobre owoce tego miejsca. Zawsze powtarzam to, co Jezus powiedział w Ewangelii: „Drzewo rozpoznajemy po owocach”. Kiedy u nas widzę owoce Medziugorja, mogę powiedzieć, że drzew z pewnością jest dobre. Pozwolę sobie przytoczyć dwa przykłady. Na wiedeńskim lotnisku, w czasie kontroli bezpieczeństwa jeden ze strażników zobaczył na moim bilecie, że lecę do Zagrzebia. Rozpoznał mnie i zapytał: „ks. kardynał leci do Zagrzebia?” Odpowiedziałem mu: „Tak, a potem dalej do Splitu i do Medziugorja.” Twarz mu pojaśniała i wyznał: „Ja już byłem w Medziugorju” i zaczął z zachwytem o tym opowiadać. Kontroler bezpieczeństwa podczas kontroli opowiada mi jak ludzie wspinają się na Križevac i jaka panuje tam atmosfera… Drugi przykład. Wcześnie rano stałem na stacji kolejki miejskiej. Kierownik stacji mnie rozpoznał. Zaczęliśmy rozmawiać i zwierzył mi się ze swego wielkiego bólu: jego żona zmarła na chorobę nowotworową. Zaraz jednak dodał: „Ale przyjaciele zabrali mnie do Medziugorja”. Pielgrzymka do tego miejsca modlitwy umocniła go w wierze. Emanował tak wielką radością… Są to jedynie dwa niewielkie przykłady pośród wielu doświadczeń, które mam w związku z Medziugorjem. Powtórzę to co powiedziałem w jednym z wywiadów: jeśli Medziugorje nie byłoby w porządku musielibyśmy odesłać do domów połowę naszych kleryków, ponieważ tyle naszych powołań kapłańskich jest bezpośrednio lub pośrednio związanych z Medziugorjem. Jak doszło do tego, że zdecydowałem się na przyjazd do Medziugorja? Muszę się przyznać, że zawsze z tym zwlekałem. Jako kardynał jestem w Kościele osobą publiczną i muszę mieć na względzie, że wokół tematu Medziugorja istnieje wiele kontrowersji. Choć powszechnie wiadomo co na temat Medziugorja myślę, to nie chcę dawać kolejnego powodu do dysputy.Tego lata byłem w Saluzzo we WspólnocieCenacolo. Założycielkę tej wspólnoty
Siostrę Elvirę, znam już od kilku lat, lubię ją i cenię jako nietuzinkowego świadka zmartwychwstałego Pana. Wiem także jak bardzo Cenacolo połączone jest z Medziugorjem. W Saluzzo doświadczyłem mocnej wewnętrznej pewności: nadszedł czas, abym pojechał do Medziugorja. Powiedziałbym, że był to wewnętrzny bodziec. Wyraziłem pragnienie, aby mój przyjazd pozostał w dyskrecji. Chciałem spędzić ten czas w ciszy i na modlitwie. Nie chciałem ukrywać swego przyjazdu, ale nie chciałem by wszyscy o nim mówili. Pragnąłempo prostu przyjechać na miejsce gdzie Matka Boża daje tyle łask. Ponadto w zeszłym roku, w Wiedniu, był Ivan Dragićević – jeden z wizjonerów z Medziugorja. W tym roku Wiedeń odwiedziła inna medziugorska wizjonerka, Marija Pavlović-Lunetti. Oba spotkania odbyły się w katedrze św. Szczepana, na co wyraziłem zgodę. Wydarzenia te zrobiły na mnie ogromne wrażenie z powodu skromności, jasności, serdeczności i prostoty tych dwojga ludzi. Utwierdziło mnie to w przekonaniu, że mogę całkiem prosto i cicho tu przyjechać.

„„M.D. Jest ks. kardynał dominikaninem, a dominikanie znani są w historii Kościoła z rozpowszechniania modlitwy różańcowej. W Medziugorju Matka Boża prosi nas, abyśmy odmawiali różaniec. Jak ks. kardynał postrzega tę zachętę?

Kard. Ch. S. W istocie jako dominikanin codziennie powinienem odmawiać różaniec. Niestety trochę mi wstyd, gdyż muszę przyznać, że w tym kontekście nie jestem dobrym dominikaninem. Często bowiem nie udaje mi się odmówić w ciągu dnia tej modlitwy. Jedno jednak mogę powiedzieć: dla mnie różaniec zawsze był modlitwą ubogich. Jeśli chodzi o moją osobę, postrzegam różaniec niczym niezbędną „linkę bezpieczeństwa” w różnych problemach życia codziennego. Tak jak w czasie wspinaczki potrzebujemy liny, tak w życiu potrzebujemy różańca. Ksiądz, dzięki któremu poznałem dominikanów, był wielkim nauczycielem scholastyki, prawdziwym tomistą. Reprezentował starą szkołę. Fascynował mnie jako intelektualista, jako teolog, ale równocześnie jako gorliwy czciciel i propagator różańca. To właśnie przyciągnęło mnie do dominikanów, już jako czternastoletniego chłopca: z jednej strony intelektualizm, który zajmuje się filozofią i teologią, a z drugiej strony prosta pobożność. Dla mnie jest to główną charakterystyką dominikanów, duchowości św. Dominika, ale również św. Tomasza w jego Summa theologiae. Do tej duchowości należy również różaniec.
„„
M. D. W kancelarii parafialnej, gdzie został ks. kardynał z serdecznością przyjęty przez franciszkanów, powiedział ks. kardynał, że pragnie zapoznać się z „duszpasterstwem Matki Bożej”. Czy mógłby ksiądz wytłumaczyć znaczenie tego stwierdzenia?

Kard. Ch. S. Zawsze fascynowało mnie to, że Matka Boża ma zupełnie wyjątkową metodę duszpasterską, która nie do końca bazuje na podręcznikach duszpasterskoteologicznych czy wykładach. Od młodości kochałem Lourdes i wciąż je kocham. Tak sobie wyobrażam wydarzenia, które tam zaszły: biskup Tarbes z pewnością miał swoje plany duszpasterskie i swoją wizję rozwoju duchowego diecezjan. Wtedy jednak przychodzi Matka Boża, nie pytając o te plany ani biskupa ani miejscowego proboszcza. Więcej, objawia się w zupełnie niewyobrażalnym miejscu, w zagłębieniu w skale, przy jakiejś rzece, dokąd ludzie prawie w ogóle nie chodzą. Ponadto adresatką objawienia jest dziewczynka, która jest analfabetką, która nie jest w stanie wyjaśnić co to jest Trójca Przenajświętsza, gdyż nie omawiała tego jeszcze na lekcjach religii. A Matka Boża objawia się właśnie jej. I tylko jej, bez żadnego wytłumaczalnego dla ludzi powodu. Daje jej przy tym całkiem precyzyjne wskazówki, co ma zrobić, co trzeba powiedzieć księżom: że trzeba przychodzić w procesji, że trzeba zbudować kaplicę. A potem nakazuje jej aby odgarnęła ziemię, by mogła wypłynąć woda – cudowne źródełko… Duszpasterski plan Matki Bożej był bardzo precyzyjny. Ona dokładnie wiedziała czego oczekuje od ludzi. Nie było to przewidywane w żadnym duszpasterskim programie Kościoła, ale określiło duszpasterstwo całej Francji i całego świata. Nawet w Watykanie jest „Grota z Lourdes”, przed którą modli się papież. Na całym świecie istnieją takie groty. Z całego świata przyjeżdżają ludzie, czyniąc to co Matka Boża nakazuje w swoich objawieniach. A wszystko to przez jedną, prostą dziewczynkę – Bernadettę – wizjonerkę. I Kościół uznał te objawienia. Pomyślałem: „chcę zobaczyć jak to w istocie wygląda w Medziugorju dziś, w jaki sposób Maryja prowadzi nas krok po kroku.” Interesowało mnie również to, jak ludzie doświadczyli tych pierwszych objawień w 1981 r. Co Matka Boża miała na myśli, jaki miała plan, objawiając się na tym naprawdę stromym zboczu grupie zdziwionych dzieci. Dlaczego właśnie im zaczęła dawać te praktyczne życiowe wskazówki? Dlaczego przez tyle lat? Te pytania wydawały się być naprawdę fascynujące. Należy też pomyśleć o roli duszpasterskiej jaką spełniają te objawienia. Właściwie na całym świecie widać przypadki tej szczególnej roli Matki Bożej jako najlepszego „teologa duszpasterstwa”. W Ameryce Łacińskiej zorganizowała całe misje poprzez Guadalupe, gdzie objawiła się Indianinowi. Indianinowi! Powiedziała mu co ma przekazać biskupowi. Nie ukazała się biskupowi, ale właśnie temu prostemu człowiekowi. W każdym kraju możemy znaleźć coś takiego i nad tym teolodzy powinni się poważnie zastanowić.
„„
M. D. Z powodu negatywnego stanowiska biskupa miejsca wielu wiernych nie ma odwagi zagłębić się w treść objawień. Służy im to też jako wymówka. Z powodu swojej postawy są zatem wykluczeni z tego „duszpasterstwa Maryi”. Tak jak cała Ameryka Południowa jest naznaczona przez Guadalupe tak i z tego miejsca emanuje niesamowita siła. Może należałoby pomyśleć, jak ochronić pobożnych wiernych przed wyśmiewaniem…

Kard. Ch. S. Myślę, że o to nie powinniśmy się martwić. Matka Boża jest i tu najlepszym dyplomatą. Już w Kanie wszystko zorganizowała. Ona wie jak postępować w trudnych sytuacjach. I robi to w cudowny sposób już od stuleci. Mówi nam:
„Uczyńcie wszystko cokolwiek wam powie!” Oczywiście, radzi nam też, abyśmy słuchali Kościoła. Najwyższą instancją w Kościele jest zaś Stolica Apostolska, Ojciec Święty i Kongregacja Nauki Wiary. Jest ona najistotniejszym głosem we wszystkich sprawach dotyczących wiary i moralności. Dały nam one wskazówki, które jasno potwierdzają to co w swoim czasie powiedzieli biskupi byłej Jugosławii i co bez wątpienia jest ważne jako norma w kwestii Medziugorja. Teksty te nie są utajnione, ale powszechnie znane. Również ja, zgodnie z tymi wskazówkami postrzegam swoją wizytę w Medziugorju. W tym sensie mój przyjazd do tego miejsca modlitwy nie jest niczym niezwykłym. Stolica Apostolska mówi zgodnie z komunikatem biskupów byłej Jugosławii z 1991 r.: Po pierwsze: Non constat de supernaturalitatae. Jest to wyrażenie, z którego rzadko się korzysta, a oznacza, że nadprzyrodzoność
nie jest potwierdzona. Nie mówi się, że nadprzyrodzoność jest wykluczona, ale że nie jest – lub jeszcze nie jest – ostatecznie potwierdzona. Spowodowane jest to czymś bardzo oczywistym i ja również całkowicie to popieram jako członek Kongregacji Nauki Wiary. Dopóki fenomen trwa z pewnością nie będzie ostatecznego osądu Kościoła, bo takie coś nigdy się nie zdarzyło. W Lourdes i w Fatimie Kościół ogłosił swoje ostateczne stanowisko dopiero wtedy, gdy objawienia się skończyły. Także w tym przypadku wcześniej lub później do tego dojdzie, ale tu zostawiamy Matce Bożej „wolną rękę”. Po drugie: nie można organizować żadnych oficjalnych pielgrzymek, tak więc ja nie mogę zorganizować diecezjalnej pielgrzymki do Medziugorja. To pozostaje w związku logicznym z punktem pierwszym. Nie ma jeszcze oficjalnego uznania, ale przez to sformułowanie jasno jest powiedziane, że nadprzyrodzony charakter nie jest wykluczony. Jeszcze raz powtórzę – Kościół jasno powiedział: nie wykluczone. Nie jest potwierdzone, ale nie jest i wykluczone. Po trzecie: Kościół mówi jasno, również zgodnie z biskupami byłej Jugosławii, że istnieje konieczność otoczenia szczególnie troskliwą opieką pielgrzymów przybywających do Medziugorja. To znaczy, że naprawdę musi istnieć duszpasterstwo pielgrzymkowe. Taką rolę spełnia m.in. „Gebetsaktion Wiedeń”, który troszczy się o pielgrzymów, który im towarzyszy, i który jest z nimi również po pielgrzymce. Uważam, że w ten sposób Medziugorje może spokojnie dalej iść swoją drogą w ufności że Kościół, Matka i Nauczycielka, naprawdę uważnie śledzi drogę, którą idzie. Doradziłbym zatem spokojne oczekiwanie. Matka Boża ma wiele cierpliwości do nas, jeśli już tyle lat w bardzo bezpośredni sposób pokazuje swoją bliskość i troskę o parafię Medziugorje i rzesze pielgrzymów. Spokojnie, możemy być cierpliwi! Minęło wiele lat, ale dla Boga to nie jest tak dużo! Wydaje mi się też naprawdę niewiarygodnym, by wizjonerzy mieli mieć objawienie raz do roku do końca ich życia. Z drugiej jednak strony wierzę, że Matka Boża – nie na darmo nazywamy Ją Panią – jest po prostu „współczesna”. Ona przychodzi bezpośrednio z Bożego serca. Jej zamysły i pragnienia pozostają w zgodzie z Trójcą Przenajświętszą. Jeśli chce w ten sposób, to może dożywotnio, wyrażać swoją szczególną bliskość, z pewnością ma ku temu słuszne powody. Już teraz możemy zauważyć, że przez te wszystkie lata Medziugorje nie osłabło, nie zatrzymało się. Można by nawet powiedzieć, jak powiedzieli wczoraj franciszkanie, że nawet, gdyby objawienia się zakończyły, ludzie nadal przyjeżdżaliby i doświadczali tu bliskości Chrystusa i Matki Bożej w bardzo mocny sposób. Podobniewłaśnie jak w Lourdes, gdzie objawienia skończyły się przed 150 laty, ale nie skończyła się bliskość Matki Bożej. Iluż ludzi w Lourdes doświadcza Jej bliskości, która przynosi pocieszenie! Niedawno osobiście przeżyłem to samo: kiedy człowiek nocą pójdzie do groty i modli się w tym miejscu,gdzie Bernadetta miała objawienia, może po prostu powiedzieć: Ona tu jest! I tak z pewnością będzie nadal. Prawdziwym pocieszeniem jest obserwacja owoców i łask, które z tego miejsca emanują poprzez Jej błogosławione ręce i serce.


GŁOS POKOJU NUMER 11



Ostatnio dodane