Na tej stronie wykorzystujemy ciasteczka (ang. cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej. W każdej chwili możesz wyłączyć ten mechanizm w ustawieniach swojej przeglądarki. Korzystanie z naszego serwisu bez zmiany ustawień dotyczących cookies, umieszcza je w pamięci Twojego urządzenia. Polityka COOKIES OK, rozumiem
Dziś jest: 18 października 2017 Imieniny: Juliana, Łukasza, Bratumiła
Polskie Radio
Medziugorje
Telewizja
Medziugorje

Świadectwo Mirjany Soldo

Świadectwo dane pielgrzymom 1 maja 2015 r.

Cofnijmy się 34 lata do dnia 24 czerwca 1981 roku. Wiemy, że jest to święto Jana Chrzciciela. W naszych stronach tego dnia się nie pracowało. Świętowało się. Ivanka i ja miałyśmy 15- 16 lat i chciałyśmy być same. Wyszłyśmy z wioski, spacerowałyśmy u podnóża góry, którą dziś wszyscy
nazywamy Górą Objawień. W tamtym czasie w pobliżu nie było domów, było tam pusto. Usiadłyśmy. W pewnym momencie Ivanka mi powiedziała: „Myślę, że na wzgórzu jest Matka Boża.” Tylko tyle. Ja nawet nie popatrzyłam, bo wydawało mi się to niemożliwe.
Dorastałyśmy w Jugosławii, w komunizmie. Wiara nie cieszyła się wolnością. Chodziłyśmy na Mszę w niedzielę, na godzinę, nic więcej. Rodzice uczyli nas modlić się, każdego wieczoru w domu był odmawiany różaniec, ale nie mówili nam dużo o wierze. Bali się, że my dzieci będziemy o tym mówić w szkole a wtedy mogliby stracić pracę albo dom. W tych warunkach, w której dorastałam nigdy nie słyszałam ani o Lourdes ani o Fatimie. Nie wiedziałam, że Matka Boża może przyjść na ziemię. Myślałam, że Matka Boża jest w niebie i że modlimy się do niej.
Kiedy Ivanka mi powiedziała, że myśli, że Matka Boża jest na wzgórzu, odpowiedziałam jej trochę szorstko: „Tak jakby Matka Boża nie miała innej pracy, tylko zobaczyć co my dwie robimy.” Zostawiłam tam Ivankę i chciałam wrócić do domu, ale kiedy zbliżyłam się do pierwszych zabudowań
poczułam w sobie wezwanie, które mi mówiło, że muszę wrócić.
Kiedy wróciłam zastałam Ivankę w tym samym miejscu i ona mnie poprosiła: „Popatrz, proszę Cię!” Wśród kamieni zobaczyłam kobietę w długiej szarej sukience, trzymała na rękach dziecko. To było dziwne, ponieważ normalnie nikt nie chodził na górę. Nie istniała ścieżka, którą wydeptali
swoimi nogami liczni pielgrzymi. Jak ktoś mógłby iść na górę w długiej sukience z dzieckiem w objęciach? Poczułam równocześnie wszystkie emocje, zarówno strach jak i radość... Nie rozumiałam. Nie wiedziałam czy jestem żywa czy martwa.
Panował we mnie chaos i zwyciężyła we mnie chęć ucieczki. Uciekłam do domu i natychmiast powiedziałam babci, że myślę, że widziałam Matkę Bożą. Babcia mi powiedziała: „Weź różaniec, idź do swojego pokoju i módl się. Zostaw Matkę Bożą w niebie tam gdzie przebywa.” Nie miałam siły z nią dyskutować, tłumaczyć jej tego co widziałam. Chciałam być sama i modlić się, ponieważ tylko wtedy czułam pokój.
Następnego dnia pomagałam krewnym, tak jak i w trakcie wszystkich poprzednich dni, nie widziałam się z pozostałymi widzącymi, ale kiedy wybiła godzina gdy poprzedniego dnia widziałam Matkę Bożą znów poczułam w sobie to wezwanie i powiedziałam mojej rodzinie, że muszę iść na
wzgórze, że coś mnie wzywa. Oni poszli ze mną, żeby zobaczyć co się dzieje.
Kiedy przyszliśmy pod wzgórze było tamjuż niemal pół wioski, ponieważ z każdym z widzących ktoś przyszedł. Widzieliśmy Matkę Bożą w tym samym miejscu, ale tym razem nie miała dzieciątka na rękach. Tego dnia 25 czerwca 1981 roku po raz pierwszy podeszliśmy do niej. Ona się przedstawiła.
Powiedziała: „Dzieci moje, nie bójcie się, ja jestem Królową Pokoju.” Tak zaczęły się nasze codzienne objawienia.
Objawienia na Górze Objawień mieliśmy tylko kilka dni, ponieważ, tak jak wam już powiedziałam, to były czasy Jugosławii. W nocy pojawili się milicjanci z psami i wzgórze zostało otoczone. Ten, kto poszedłby na wzgórze zostałby zamknięty w więzieniu. W tych pierwszych dniach Matka Boża dała nam tyle znaków. Niemal wszyscy w wiosce coś widzieli. Od razu doszło do dwóch cudownych uzdrowień.
  Znikał krzyż na Križevcu a w jego miejsce pojawiała się Matka Boża ubrana na biało. Potem na niebie ukazał się znak POKÓJ – to widzieli niemal wszyscy. Pamiętam, że w tamtym okresie proboszczem był ojciec Jozo. Kiedy przyszli do niego milicjanci i powiedzieli mu, że ma zamknąć kościół, ponieważ
Msze Święte są zabronione, powiedział im, że na własne oczy widział na niebie napis POKÓJ, że nie może zamknąć kościoła oraz że mogą z nim robić co chcą. Później został umieszczony na dwa i pół roku w więzieniu.
Kiedy mieszkańcy wioski to wszystko zobaczyli, znając nas, swoje dzieci, uwierzyli nam i pomogli. Mieliśmy objawienia każdego wieczoru w innym miejscu tak, żeby nie było wiadomo gdzie jesteśmy.
Miałam codzienne objawienia aż do Bożego Narodzenia 1982 roku. Wtedy otrzymałam ostatnią, dziesiątą tajemnicę. Matka Boża powiedziała mi, że kiedy nadejdzie czas będę musiała wybrać jednego księdza, któremu wyjawię tajemnice. Na dziesięć dni wcześniej muszę mu powiedzieć co się
wydarzy i gdzie, przez siedem dni musimy pościć i modlić się, a trzy dni przed tym wydarzeniem on ma to powiedzieć wszystkim.
On nie ma prawa wybrać czy tego chce czy nie. Jeśli podejmie się tego zadania, musi to przyjąć jako wolę Boga. Matka Boża zawsze powtarza: „Dzieci moje, nie opowiadajcie o tajemnicach. Módlcie się, ponieważ ten kto traktuje mnie jak Matkę, a Boga jako Ojca nie boi się niczego.”
Mówi, że boją się tylko ci, którzy jeszcze nie poznali Bożej miłości. My, ludzie, cały czas mówimy o przyszłości – co, gdzie i jak będzie – a ja zawsze powtarzam to samo: Kto z nas tu obecnych może być pewny, że jutro będzie żywy? Tego uczy nas nasza Matka: abyśmy w każdym momencie byli
gotowi stanąć przed Bogiem. Powiedziała bowiem: „To co zaczęłam w Fatimie, skończę w Medziugorju. Moje Serce zwycięży.”
Zatem jeśli Serce naszej Matki zwycięży, czego się mamy bać?

Ciąg dalszy Głos Pokoju numer 5


GŁOS POKOJU NUMER 11



Ostatnio dodane