Na tej stronie wykorzystujemy ciasteczka (ang. cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej. W każdej chwili możesz wyłączyć ten mechanizm w ustawieniach swojej przeglądarki. Korzystanie z naszego serwisu bez zmiany ustawień dotyczących cookies, umieszcza je w pamięci Twojego urządzenia. Polityka COOKIES OK, rozumiem
Dziś jest: 29 czerwca 2017 Imieniny: Piotra, Pawła, Benity
Polskie Radio
Medziugorje
Telewizja
Medziugorje

Czy Matka Boża objawia się w Medziugorju?

Badanie naukowe francuskiego mariologa René Laurentina z 1984 r.

René Laurentin – znany na całym świecie francuski teolog katolicki, konsultant podczas Soboru Watykańskiego II. Jest specjalistą w dziedzinie nauki Kościoła na temat Najświętszej Maryi Panny. Badał objawienia Matki Bożej w Lourdes oraz innych miejscach. Jest autorem licznych pozycji naukowych na temat Kościoła, Maryi oraz współczesnych ruchów duchowych. W grudniu 1983 r. przyjechał do Medziugorja, aby poddać krytycznemu badaniu naukowemu objawienia, o których wieść rozniosła się po całym świecie. Przygotował książkę w języku francuskim i pragnął, aby z badaniami oraz ich wynikami zapoznały się władze Kościoła w byłej Jugosławii.

René Laurentin

Dlaczego byłem w Medziugorju? Dlaczego opublikowałem tę książkę we Francji? Czy w Medziugorju objawiła się Matka Boża?

Udałem się do Medziugorja przede wszystkim jako specjalista ds. Lourdes, autor ponad 20 książek na temat historii tych objawień oraz jako historyk objawień na ulicy du Bac (1830), w Pontmain (1871) oraz innych objawień na świecie. Trzebazrozumieć, że historyk, po spędzeniu 30 lat swego życia na badaniu objawień na podstawie dokumentów, pragnie coś takiego zobaczyć „na żywo”, by móc osądzić zjawisko na podstawie rzeczywistości. Po licznych rozmowach z osobami, które tam podróżowały, a potem z ludźmi z byłej Jugosławii, których spotykałem w Rzymie lub na Kongresie Mariologicznym na Malcie, nie mogłem ukryć swojego zainteresowania Medziugorjem. Objawienia z reguły niosą ze sobą możliwość konfliktów zarówno z urzędnikami kościelnymi, jak i państwowymi, co może wywołać lęk. W Lourdes Bernadetta miała problemy z policją, drżała również przed swoim proboszczem. W Contrizin generał de Charette wyciągnął szablę na wizjonerkę Teresę, oskarżając ją o kłamstwo. Przyjeżdżając do Medziugorja byłem świadomy, że znajduję się przed zjawiskiem, które nie zostało zakończone i na temat którego Kościół nie wydał opinii. Biskup, którego poinformowałem o swoim przyjeździe, zwrócił mi uwagę na konieczność ostrożności i zachowania krytycznego dystansu. 24 grudnia 1983 byłem więc nastawiony sceptycznie i nieufnie. Rankiem wszedłem po raz pierwszy do małego pomieszczenia naprzeciw zakrystii w kościele parafialnym, gdzie dyskretnie odbywały się objawienia, podczas gdy parafianie i pielgrzymi modlili się na różańcu przygotowując się do codziennej Mszy.
Tego samego dnia, 24 grudnia, trochę przed godziną osiemnastą, pod koniec codziennego różańca, wizjonerzy cicho opuścili nawę kościoła i weszli do wspomnianego małego pomieszczenia. Takie rozwiązanie przyjęto ze względu na ówczesne władze, w celu uniknięcia wszelkiej prowokacji, ale również zgodnie z regułą wiary, która mówi: „Błogosławieni ci, którzy nie widzieli, a uwierzyli”. Parafianie z Medziugorja chętnie przyjmują takie rozwiązanie. Uczą się życia w czystej wierze. Tego dnia było tu pięciu młodych ludzi, bo szósta, Mirjana, przestała już mieć objawienia. Otrzymała już wówczas dziesiątą tajemnicę, która wraz z innymi ma być odkryta na końcu objawień. Matka Boża powiedziała jej – jak mówi – żeby wróciła do naturalnego stanu „nocy wiary”. Dziewczyna początkowo odczuwała brak, pustkę wewnętrzną, ale wkrótce zaakceptowała tę sytuację, co według praw życia duchowego, jest dobrym znakiem.
Pięcioro wizjonerów: Vicka, Jakov, Ivanka, Marija i Ivan rozpoczęli zatem modlitwę. Nagle energicznie upadli na kolana, każdy zgodnie ze swoim wiekiem i charakterem. Twarze ich zajaśniały radością, a sposób jej wyrażenia odpowiadał ich indywidualnym temperamentom: Vicka, najbardziej otwarta spośród wizjonerów, uśmiechała się z entuzjazmem, Ivan był najbardziej skryty, pogrążony w głębokiej, osobistej kontemplacji. Jedenastoletni Jakov twarz miał spokojną i skoncentrowaną, i wydawało się, że chłonie to, na co patrzy. Obraz rozmodlonych młodych ludzi, przeżywających objawienie w taki właśnie sposób, kazał mi się zastanowić, czy krytyczne głosy jakie słyszałem na ten temat były słuszne. Nie dostrzegłem żadnych niepokojących symptomów. Nic kataleptycznego (skurcze) w tych medziugorskich ekstazach, ani napięcia, ani płaczu, ani wykręcania szyi (postawa histeryczna), co mnie zaszokowało w objawieniach w Garabandal (nie chcę jednak sformułować ostatecznej opinii w tym mocno zagmatwanym przypadku). Świadectwa historyczne wypadały blado w zetknięciu z żywą rzeczywistością. Archiwa są jedynie „popiołem życia”. Miałem więcej odwagi, pokrzepiłem się, wiele się nauczyłem. Porównując fotografie z Medziugorja z 20, 23 i 24 grudnia 1983 r. z takimi fotografiami z poprzednich lat, zauważyłem jakby określone stopniowanie. W czasie pierwszych objawień wizjonerzy wyglądają na bardziej podekscytowanych, spiętych, tak jakby byli przerażeni zetknięciem z innym światem. Teraz zaś to doświadczenie wydaje się nie być im już obce: nie są spięci, w czasie ekstazy zachowują się naturalnie. O swoich wrażeniach poinformowałem dr. Stopara, słoweńskiego neuropsychiatrę i psychologa, który jest członkiem Międzynarodowej Komisji Lekarskiej w Lourdes. Potwierdził tę diagnozę, ale zagłębianie się w szczegóły byłoby niestosowne. Ekstaza zrobiła na mnie wrażenie pozytywne z kilku powodów

1. Ekstaza rozpoczyna się w tej samej chwili. Wizjonerzy stoją w szeregu. Kłopotliwe byłoby wzajemne dawanie sobie znaków. Nic takiego nigdy nie zostało zauważone. Z pewnością można stwierdzić, że wspólnie zauważają coś, co znajduje się poza nimi. Wywołuje to ich radość i padanie na kolana, które u każdego jest inne, zgodnie z ich temperamentem. Ich spojrzenia spotykają się w jednym punkcie. Ivan, który jest najwyższy, patrzy nieco ponad linię horyzontu, ale mały Jakov, którego głowa znajduje się prawie na wysokości ołtarza, patrzy w górę, mniej więcej pod kątem 45 stopni. To, co widzą, znajduje się bardzo blisko.

2. Od tej chwili nie słychać ich głosów. Jednakże żywo rozmawiają ze zjawiskiem, które widzą, a najwięcej Vicka. U Ivana, wiejskiego młodzieńca w wieku 17 lat, dominuje milcząca kontemplacja. Przypominami to parafianina Proboszcza z Ars, który swoją modlitwę opisywał słowami: „On patrzy na mnie, ja patrzę na Niego.”

3. Wizjonerzy odcięci są od świata zewnętrznego. To mi przypomina słowa, którymi Alfons z Ratyzbony opisał jedyną ekstazę w swoim życiu, którą przeżył w kościele, do którego przyszedł jako ciekawski turysta: „Opanowała mnie niewymowna ekscytacja. Podniosłem oczy. Cały budynek przede mną zniknął. Kiedy cała światłość skupiła się w jednej kaplicy, pojawiła się pośród niej, stojąc na ołtarzu, wysoka, promieniejąca światłem, majestatyczna i delikatna Maryja Panna, taka, jaka jest na medaliku.” Aby mi ten szczegół zademonstrować, proboszcz Tomislav Pervan podniósł małego Jakova, trochę nim potrząsnął i ponownie postawił na ziemi. Nie odnieśliśmy wrażenia, żeby mały to zauważył. Po objawieniu proboszcz zapytał go: „Co pomyślałeś, kiedy cię podniosłem?” Jakov się zdziwił. Nic nie zauważył. Tak było też z jedną z wizjonerek, której przesuwali rękę przedoczyma. Jest to zatem jakiś inny wymiar. Kontakt z objawieniem uwarunkowany jest przerwaniem kontaktu ze światem zewnętrznym. Sprawcza pustka przygotowuje włączenie tajemniczej informacji, której bez wątpienia nie może odkryć żadne narzędzie naukowe. Ponieważ ci, którzy nie są wizjonerami, nie widzą Matki Bożej ponad ołtarzem, można powiedzieć tak, jak mówił kapłan-lekarz Mare Oraison: „Kiedy ludzie mówią, że gdzieś widzą coś, czego ja nie widzę, ja to klinicznie nazywam halucynacją.” Takie rozumowanie oznaczałoby jednak, moim zdaniem, zbyt wielkie uproszczenie problemu poznania i prowadziło do zignorowania niezwykłości tego zjawiska. Zasługuje zaś ono z wielu powodów (zatrzymanie reakcji zmysłów, lekkie przyśpieszenie oddechu i bicia serca, itd.) na bardziej złożoną analizę medyczną. Powstaje jednak pytanie, czy takie badanie nie zakłóciłoby atmosfery samego objawienia. Z drugiej jednakatrony dopuszczałbym taką możliwość, mając na względzie fakt, że wizjonerzy nie odczuwają tego, co się wokół nich dzieje, podobnie jak Bernadetta nie czuła płomienia świecy pod palcem. Dr Stopar czterokrotnie w okresie od pięciu do dziesięciu dni stawał pomiędzy wizjonerami i zjawą. Nie przeszkodziło to jednak w objawieniu. Zauważyli oni jedynie specyficzną mgłę pomiędzy sobą a Matką Bożą.

4. Wizjonerzy mówią wyraźnie, że widzą Matkę Bożą jako rzeczywistą osobę (bardziej rzeczywistą aniżeli otaczające ich osoby). Mówią: „Możemy jej dotknąć!” Maryja jest zaś w wieczności, poza czasem i trwa w „Bożej teraźniejszości”. Tak więc nasze trwanie włączone jest w Bożą teraźniejszość i Maryja może się w niej objawić, ale w formie niezasłużonego, tajemniczego daru. Uważam, że obraz objawień nie powstaje na siatkówce w oku wizjonera, tak jak nie powstaje i w moim oku. To jednakże nie oznacza, że objawienie nie może być obiektywne. Należy zrozumieć, że wszelkie postrzeganie, nawet to najbardziej zwyczajne, włącza określone subiektywne zetknięcie z obiektem. Jeśli widzę zielone drzewo, to jest tak dlatego, że jego liście wysyłają drgania (bezbarwne drgania odkreślone długością fal świetlnych), które dotykają mojej siatkówki, a impuls nerwowy (fizycznochemiczny typu elektrycznego) przenosi tę informację do ośrodka wzroku w mózgu. Tu następuje odszyfrowanie przyjętego znaku – widzę drzewo jako zielone. Złożone środki postrzegania (impulsy nerwowe, drgania, wszystko bezbarwne) są jedynie częścią mojego poznania, które jest w gruncie rzeczy obiektywne. Otaczającej rzeczywistości doświadczamy w kolorach, za wyjątkiem choroby wzroku zwanej daltonizmem. Zetknięcie się zmysłów z materią nie jest zatem jedyną możliwością rzeczywistego poznania. Chrystus lub Maryja mogą się nam pokazać w sposób, który nie jest mniej rzeczywisty, jest nawet o wiele bardziej rzeczywisty, jak zauważają to sami wizjonerzy.


GŁOS POKOJU NUMER 9

NUMER POŚWIĘCONY MODLITWIE. DODATKOWO DODANA JEST GRATIS DRUGA PŁYTA Z NAGRANIEM DZIENNICZKA ŚW. SIOSTRY FAUSTYNY W FORMIE AUDIOBOOKA


Ostatnio dodane